Szalone lata dziewięćdziesiąte 22 komentarze


Obserwując dzisiejsze czasy, jestem szczęśliwa ,że dorastałam w latach dziewięćdziesiątych. Ostatnio zaczęłam rozpamiętywać jak cudowne to były czasy. Miałam duże szczęście, że mogłam to przeżyć, doświadczyć tego, co odeszło bezpowrotnie. Z sentymentu do tych niesamowitych czasów zapraszam na powrót do przeszłości. A tym, którzy tego nie przeżyli, postaram się co nieco przybliżyć, jak się żyło w tych niezwykłych latach.

Zabawy

Dorastałam w czasach, w których nie było facebooka, internetu, ani komórek, ale karteczki, które się wtedy kolekcjonowało, miały dla nas wartość większą niż pieniądze. Dzień zawsze był za krótki, kiedy zbieraliśmy się wszyscy i ruszaliśmy w wir przygód, które na nas czekały. Byliśmy dziećmi podwórka. Mimo, że nie mieliśmy telefonów i tak zawsze wiedzieliśmy gdzie jest reszta. Nie mieliśmy komputerów, ale za to mieliśmy wyobraźnie i mnóstwo pomysłów na świetną zabawę. Często jeździliśmy na rowerach (BMX to była marka! ), wspinaliśmy się po drzewach lub zwisaliśmy z trzepaków. Tylko mama krzycząca z okna – obiaaaaad  – potrafiła nas na chwilkę rozłączyć. Najpopularniejszymi zabawami były wtedy:

Gra w gumę i skakankę 

Która dziewczynka nie pamięta gry w gumę?! Kolanko, czy dziesiątki, to tylko niektóre techniki tego super sportu! Pod blokami i w szkołach, wszędzie się grało, a skakanie sprawiało każdemu mnóstwo radości. A jeśli brakowało nam trzeciej osoby, to guma była przywiązywana do słupka… to były czasy! Skakanka to wcale nie mniejsza przyjemność! Lajkonik, krzyżak, żabka, ewentualnie sznurek – do wyboru, do koloru.

Chowany i podchody

Najlepiej zawsze grało się wieczorem. Dreszczyk emocji i lekki strach sięgały wtedy zenitu. Prześcigaliśmy się w pomysłach na kryjówki, i tylko nieliczni potrafili świetnie kamuflować się przed szukającymi. Umownym hasłem na przerwanie zabawy w chowanego z jakiegoś nagłego powodu były „pobite gary!”.

Dwa ognie

Za czasów podstawówki, w lecie i na wiosnę, graliśmy w to prawie codziennie. Potrzebna była piłka, coś do oznaczenia linii i dwie drużyny. Zabawy co nie miara oraz wiele siniaków na całym ciele. My graliśmy przy bloku, i w szkole na lekcjach W-F. Najlepszą pozycją w grze była tzn. Matka.

Karteczki z notesików 

To był dopiero szał! W szkołach były one nieoficjalną walutą i niezłym szpanem. Zapachowe, z motywem Króla Lwa, czarodziejki z księżyca czy też ze zwierzakami  – było ich tyle, że nie sposób wszystkich spamiętać. Najlepszym sposobem na ich przechowywanie były segregatory. Podsumowując: miałeś dużo niespotykanych karteczek – byłeś gość!

Złote myśli

Królujące wśród dziewcząt tajemnicze zeszyty, z zagiętymi rogami kartek, zawierającymi sekrety. Jeśli ktoś dawał Ci się wpisać to musiałaś odpowiedzieć na dosyć osobiste pytania dotyczące Twojej sympatii, antypatii, ulubionego filmu, czy przedmiotu w szkole. Zeszyt taki był zawsze ozdobiony wieloma naklejkami, czy brokatem.

 

Telewizja

Lata 90-te w Polsce to początek telewizji kablowych, które przyciągały widzów zachodnimi serialami. Zastanawiam się, kiedy ja miałam czas oglądać to wszystko, bo naprawdę sporo tego było. Dla mnie najbardziej kultowe to z pewnością:

„Słoneczny patrol”

Przed telewizory widzów ściągała nie sama fabuła serialu, ale słoneczne plaże i przede wszystkim wysportowani, seksowni i półnadzy ratownicy! Sceny w zwolnionym tempie, kiedy ratownicy biegną na akcję należą już do kultowych i stały się znakiem firmowym „Słonecznego patrolu”.

„MacGyver”

Tytułowy bohater, MacGyver jest agentem specjalnym i pracuje dla prywatnej agencji, zajmującej się ściganiem różnego rodzaju przestępczości. Nie ma dla niego sytuacji bez wyjścia. Z najbardziej nawet dramatycznych opresji zawsze bowiem wychodzi cało, dzięki swoim zaskakującym wynalazkom z prostych przedmiotów, znajdujących się aktualnie w pobliżu: kawałka sznurka, długopisu, czy nożyka.

„Beverly Hills 90210” 

Kultowy serial młodzieżowy, który wyznaczył nowe trendy, pokazał luksusowe życie bogatych „dzieciaków” z Beverly Hills.

„Alf”

Kultowy serial opowiadający o przygodach sympatycznego, choć nieco ekscentrycznego kosmity Alfa, pochodzącego z planety Melmac, którego statek kosmiczny rozbija się na dachu garażu rodziny Tunnerów. Mimo trudnych relacji z Kate i Willem, Alf uwielbiany jest przez dzieci i szybko staje się członkiem rodziny. Jedynie kot Tunnerów Szczęściarz, musi mieć się na baczności, gdyż ulubionym przysmakiem Alfa są właśnie koty.

„Pełna chata”

Serial przedstawia historię młodego wdowca, wychowującego trzy córki, który nie mogąc sobie ze wszystkim poradzić, prosi o pomoc szwagra oraz dawnego szkolnego przyjaciela.

„Z Archiwum X”

Serial z pogranicza sensacji, fantastyki i horroru opowiada o nietypowej parze agentów FBI. Agenci Fox Mulder i Dana Scully prowadzą tytułowe Archiwum X, komórkę Federalnego Biura Śledczego, do której trafiają niedające się wyjaśnić na drodze konwencjonalnego rozumowania sprawy

„Zbuntowany Anioł”

Osierocona Milagros rozpoczyna pracę jako pokojówka rodziny DiCarlo i zakochuje się w synu pana domu. Chyba pierwsza i ostatnia telenowela, którą obejrzałam od początku do końca.

 

Oglądaliście coś z tego repertuaru? 🙂

Poza oglądaniem seriali, równie często oglądało się teleturnieje. Koło Fortuny, albo Idź na całość oglądała wspólnie cała Polska.

 

Muzyka

Muzyki w latach 90 można było posłuchać z kaset. Jeśli chciało się posłuchać swojego ulubionego wykonawcy to trzeba było ją kupić, albo nagrać piosenkę z radia (najczęściej z głosem prowadzącego). Najgorzej jeśli wcisnęło się nie ten guzik i wszystko, co już mieliśmy się kasowało, wtedy możecie sobie tylko wyobrazić jaka była rozpacz. Kasety najszybciej do początku przewijało się długopisem. A na dwór wychodziło się z walkmanem (ale tylko nie liczni mieli to cudeńko).

A jakich to hitów się wtedy słuchało. DJ Bobo, Ace of Base, Fun Factory, The Kelly Family… oni wtedy mieli moc. Każda dziewczynka miała swoją idolkę w zespole Spice Girls i każda zakochana była w którymś chłopcu z Backstreet Boys. Wszyscy nucili „uh la la la” Alexii, tworzyli własne wersje „Boom boom boom boom” Vengaboys i tańczyli Makarenę. Naszych polskich hitów również było sporo. „Wehikuł czasu”, czy „Mój jest ten kawałek podłogi” to największe hity, które dziś zna pewnie każdy… Ach to były czasy.

Przy okazji muzyki mogę nawiązać również do prasy. Nie ma chyba nastolatka dorastającego w latach 90, który przynajmniej raz w życiu nie przeczytał „Bravo”. To istna biblia tamtych czasów, która dostarczała „najgorętszych newsów” młodszym czytelnikom. Wszystko to okraszone kultowymi już pytaniami czytelników i foto historiami. Chyba każdy miał w domu porozwieszane plakaty ze środkowych stron (w późniejszej wersji robiło się z nich również okładki na książki i zeszyty).

 

Zabawki

Lata 90 to także lata niezapomnianych zabawek. Do najczęściej spotykanych na pewno należało jojo. Ta znana od lat zabawka zyskała nowe oblicze. Pojawiły się nawet świecące modele. Bardziej ambitni młodzi ludzie trenowali triki. Godzinami.

Tamagotchi i wszelkie jego podróbki. To małe jajko nosiło się ze sobą wszędzie. Pikało co chwilę domagając się jedzenia, spaceru albo posprzątania. Co znaczy opieka nad elektronicznym zwierzątkiem najdotkliwiej przekonały się mamy, którym dzieci na czas trwania lekcji potrafiły zostawić kilka stworzeń pod opieką. To proste urządzenie miało malutki wyświetlacz i kilka przycisków. W razie braku odpowiedniej opieki nasz pupil mógł stracić życie.

Tęczowa sprężyna dominowała wśród dziewczyn. Można było się nią bawić całymi godzinami trzymając ją w dłoniach i przenosząc ciężar z jednej ręki na drugą. Sprężyna miała też inne ciekawe właściwości – potrafiła sama schodzić po schodach!

Pegasus to było coś! Dla wielu z nas to pierwsza w życiu konsola i pierwsze chwile spędzone na graniu w gry. Kolorowe kartridże kupowane na bazarze były obiektem pożądania, a takie gry jak Super Mario Bros to tytuły prawdziwie kultowe, w które i dzisiaj chętnie by się zagrało. Tu nie chodziło o grafikę, ani o efekty. Te gry wciągały same z siebie i to na długie, długie godziny.   

Chyba każde dziecko w latach 90 marzyło, żeby mieć prawdziwego Gameboya. Niestety na początku lat 90 ta przenośna konsola kosztowała fortunę i dla większości z nas była nieosiągalna. Z czasem jednak się to zmieniało, konsola była coraz tańsza i powszechnie dostępna. Ostatecznie z rynku zniknęła w 2005 roku i pozostaje wspomnieniem z dzieciństwa.

Alternatywą dla Gameboya był Tetris. Ile godzin spędziło się na układaniu tych wirtualnych klocków trudno zliczyć.  Przenośna konsola Brick Game oferowała aż 999  ( a tak naprawdę kombinację kilku wariantów powieloną kilkaset razy w menu) gier zamkniętych w jednym, niewielkim urządzeniu, z którym ciężko było się rozstać.

 

Na osłodę

Słodycze , tak to było coś . Guma Turbo albo Donald, którą żuło się cały dzień, mimo że swój smak straciła już po pierwszych dwudziestu sekundach. Hitem były także gumy w kształcie papierosa.

Zimą jadło się ciepłe lody, które zastępowały te prawdziwe, choć nie miały z nimi nic wspólnego. Zwykle stały obok kasy, w szarym kartonowym pudełku, jeden obok drugiego. Ich smak pozostawiał wiele do życzenia, ale najważniejsze było to, że były słodkie.

Hitem szkolnego sklepiku była oranżada w proszku – do dziś nie wiem co by się stało, gdyby została rozpuszczona w wodzie. Vibovit również jadło się tylko na sucho 🙂

Dzieci jadły wtedy mleko. Dokładnie tak – jadły. Smakowe mleko w tubkach to był rarytas. Dziś dalej spotkać je można na sklepowych półkach, ale nikt się już nimi nie interesuje.

A w przypadku niedoboru cukru i aktualnego braku gotówki ratowaliśmy się… chlebem z masłem i cukrem. I wszyscy byli zadowoleni.

 

 

Czas niestety nieubłaganie leci i wiele rzeczy, które nadały specyficzny klimat tamtym czasom, już nie ma. Dla mnie lata 90-te były wyjątkowe, zawsze będę wspominać je z łezką w oku. Niczego bym nie zmieniła, wszystko było idealne. Miałam duże szczęście, że mogłam to wszystko przeżyć, bo dziś jest zupełnie inaczej.

 


Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco, polub My Travel Blog na facebooku.


 

 

 


O mytravelblog

Witaj!
Mam na imię Ania i pochodzę z Warszawy. Z wykształcenia jestem ekonomistą, ale moją największą w życiu pasją są podróże i fotografia. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca, zdobywać nowe doświadczenia, poznawać nowych ludzi, nowe kultury, poglądy, smaki i zapachy. Od kilku lat realizuję moje podróżnicze marzenia, których z każdym dniem przybywa mi coraz więcej.

  • W klasy grałem, ale nigdy mi to za dobrze nie wychodziło, dziewczyny były znacznie sprawniejsze 🙂 W dwa ognie grało się na ulicach osiedli, drogi idealnie się do tego nadawały. Najlepsza oczywiście była zabawa w chowanego (tak kiedyś na Mazurach poznałem swoją pierwszą miłość ;)), na podchodach biegało się po całym mieście. Graliśmy jeszcze w „noża” – nie pamietam jak to się nazywało: rzucało się tym nożem w ziemię, na której każdy miał swój zaznaczony teren i aby jak najbardziej mu go wykroić 🙂 No i kapsle – malowało się kredą albo kamieniem tor i każdy „ścigał” się swoim do mety. Emocje dla wielu dzisiejszych dzieciaków zupełnie niewyobrażalne 🙂 I jak to chłopak – gra w nogę, w okresie cieplejszym praktycznie codziennie (do boiska szkolnego miałem 3 minuty), potem gdzieś w połowie lat 90. pojawiła się koszykówka.

    Z seriali to na pewno 90210 (bardzo podobała mi się fryzura Brendona – to ironia losu biorąc pod uwagę co obecnie mam na głowie ;)), Alf (do tej pory oglądam!), Archiwum X. MacGyver, Drużyna A. Z rodzicami oglądałem Dynastię (telenowele południowo-amerykańskie nigdy mnie za bardzo nie kręciły, chyba, że wcześniejsze, jeszcze Niewolnica Isaura i Leoncio :P). Do tego Doktor Quinn, Gliniarz i Prokurator, porucznik Columbo (te dwa ciągle lecą w bardziej niszowych stacjach). Detektyw w sutannie! Z teleturniejów: Czar Par, Miliard w rozumie, Familiada, no i najbardziej kultowe Koło Fortuny z Pijanowskim 🙂

    Z zabawek miałem m.in. samochód na sterowanie – to był hit (dość szybko się popsuł, mimo iż oryginalny niemiecki :D). I klocki Lego, z których teoretycznie wtedy już wyrosłem (są niby do osób do 12 roku życia), lecz sentyment został do tej pory, gdyż to jest rozrywka dla osób w każdym wieku. Pierwszy domowy komputer – ówczesne gry miały takie klimaty, jakich próżno dziś szukać :). Grało się też w planszówki, które obecnie przeżywają renesans, tyle, że znacznie bardziej są skomplikowane niż ówczesny Eurobiznes.

    Wyjazdy wakacyjne z rodzicami to karty, głównie Remik. Całe zestawy książek do pochłonięcia (też zostało do dzisiaj).

    Ech, łezka się w oku kręci, ja patrząc na dzisiejszych nastolatków stwierdzam zdecydowanie, że choć wolałbym być jednak młodszy, to nie zamieniłbym tamtych czasów na obecne za nic 🙂


    Aa, ze słodkości to mi do tej pory w pamięci tkwi jogurt owocowy, kupowany jeszcze pod koniec komuny. Wówczas w sklepach były tylko dwa takie produkty: jogurt zwykły w białym opakowaniu i właśnie owocowy w kolorowym. Czort wie, jaka to była mieszanka, ale dla mnie wówczas to był rarytas, zresztą rzadko dostępny. Za to „ciepłych lodów” nie cierpiałem, to było paskudztwo 😉

    • W noza jak najbardziej ale myslalam, ze to mniej popularne… A co dziwniejsze rodzice kiedyś na to pozwalali i nikt bez palca nie wrócił 🙂

      • no właśnie, a dzisiaj jakby rodzic zobaczył nóż w ręku dziecka to byłaby co najmniej panika 😉

        • Oj to byłby zawał 🙂 o detektywie w sutannie zapomniałam a to faktycznie był hit! Szkoda, że tych jogurtów nie kojarzę, ale za to gry planszowe i karty jak najbardziej były ulubiona rozrywka 🙂 aż przykro, że dzisiejsza młodzież tego nie doświadczy… Dziś tylko Facebook, telefon czy tablet i świata poza nimi nie ma…

  • Ależ powrót do dzieciństwa! Karteczki to zapewne jakbym dobrze poszukała, to jeszcze gdzieś leżą 😉 A jak sobie przypomnę te tajemnice w Złotych myślach 😀 W podstawówce pamiętam, że oprócz dwóch ogni, często graliśmy też w palanta (cóż za nazwa) 😉 Piękne czasy!

  • Mi też łezka się w oku zakręciła 🙂 mam nadzieję, że moje dzieci będą kiedyś grały w gumę i czerpały radość z tak prostych rzeczy. Chociaż podczas gry w dwa ognie koleżanka złamała mi palec 😀

  • To prawda! Żadne późniejsze lata nie są temu równe 🙂

  • Rewelacyjny powrót do przeszłości. Mimo, że gra w dwa ognie nie była moim ulubionym zajęciem, to byly :-).. .

  • Ola

    Ahaha, niesamowite, jakby człowiek wrócił w przeszłość 😀 Mnie dotąd najbardziej bawią te okrzyki: „Idź na całość” i zonk 😀

  • Konstancja

    Karteczki z Czarodziejkami z Księżyca, Herkulesem lub Xena to było prawdziwe coś, pamiętam te wymiany na korytarzu i pierwsze próby negocjacji 😀 Piękne czasy aż sie wzruszyłam kiedy przypomniałam sobie pierwsze zdarte kolano na graniu w gumy, kiedy noga zaplątała mi się przy zbyt wysokiej „poprzeczce”. Turbo i gazety Bravo kiedy to na okładkach dominowali Bon Jovi, Slash i Michale Jackson. Miałam włosy po pas, w głowie beztroskę a największym zmartwieniem było ubrudzenie „wyjściowego ubrania” bo Mama będzie krzyczała :D. ahh chciałoby się wrócić do tamtych czasów 😉

  • Piekne wspomnienia, to fakt, cale dnie spedzalo sie z kolegami na dworze. Bawilo sie w chowanego, budowano bazy. Do domu wracalo sie tylko na posilek.

  • Również wychowalam sie w latach 90′. Identyfikuje sie z większością rzeczy ktore tutaj wymieniasz. Wspominam te czasy z dużym rozrzewnieniem 🙂

  • Ania Ślebioda

    Ja to byłam jednak kochliwa – kochałam się i w Dylanie z Beverly Hills 90210 i w Ivo ze Zbuntowanego Anioła (chociaż Pablo też miał coś w sobie). Ech, to były czasy…

  • Lata 90 były piękne. Tęsknie za nimi. Za tym wszystkim co było, a czego już nie ma. Tyle słodyczy, tyle zabawek, tyle luzu. Bez sieci i komputera. Było po prostu swojsko i pięknie.